“zgrzeszyłem”
gwałt na dziecku nie wydał mi się niczym złym;
czyżbym stoczył się w przepaść?
odrąbana głowa niewinnej kobiety toczy się ulicą -
nie jest mi przykro;
czyżbym zapomniał?
płacz i niedola rodzin pomordowanych -
i to też jest mi obojętne.
zgubiłem gdzieś wszystkie wartości,
które mogłyby uchodzić za ludzkie.
droga wiedzie tylko w przepaść -
nie ma już następnego przystanku.
szmira i słodycz otoczyły mnie ze wszystkich stron;
poddać się jest łatwo.
tylko czy warto?
odpowiedzieć na pytanie o życie
też mi się nie chce.
obojętność do tego stopnia,
że zapominam o głodującej matce,
która gnije gdzieś w zgrzybiałym przytułku.
pochwalę ci się jednym -
jestem człowiekiem z krwi i kości:
niszczę, morduję, gwałcę, palę.
na nic nie zdają się litościwe błagania.
co mi tam – na stos z nimi;
i tak nikt ich nie spamięta.
ubieram się jak ty -
kolorowo, pięknie, czysto,
ani jedno zagięcie nie hańbi
mojego wykrochmalonego kołnierza.
chcę być akceptowany -
nie ważne, że za cenę własnej wolności.
tak słucham pani -
jak mam dziś się ubrać?
koszula w kwiatki,
krawat w serduszka,
i spodnie w paski,
tak jest.
czy ładnie?
rzygam całym tym światem,
który z każdym dniem wydaje się coraz podlejszy.
nie widać światła na końcu tego tunelu,
którym przyszło mi jechać.
nie ma szans na czyste niebo
i powiew wiatru nie cuchnący ludzkim ścierwem
gnijącym gdzieś w slumsach
kolejnego pięknego miasta.
szczęście nie istnieje w cywilizacyjnym pojęciu;
szczęśliwymi mogą czuć się tylko ludzie
żyjący na uboczu społeczeństwa,
walczący z codziennym odepchnięciem.
tylko odrzuty produkcyjne przy manipulacji mózgami
wiedzą czego tak naprawdę chcą i do czego dążą.
dzisiaj już nawet nie marzę o dniu kiedy wyjdę na spacer,
a starsza pani uśmiechnie się do mnie i powie:
„jakie piękne popołudnie dziś mamy, nieprawdaż?”

http://www.mateusz.pl/list/0306-krzysztofowicz.htm